- Powinniśmy sprawdzić czy wszystko jest w porządku, Blaise - coraz bardziej nalegała Rosie. - To już trwa za długo.
- Nie gorączkuj się tak - chłopak zbliżył się do dziewczyny, chwycił jej twarz w dłonie i złożył krótki pocałunek na jej ustach. - Wszystko będzie dobrze, tak?
- To jest moja pierwsza akcja. Bardzo się boję, a co jeśli mu się nie uda?
- Rosie, posłuchaj. Planowaliśmy to już od miesięcy, nie ma prawa się coś popsuć. To jest nierealne. - Odpowiedział ze spokojem i pocałował ją raz jeszcze.
Przez moment dało się słyszeć wręcz ogłuszającą ciszę, by po sekundzie rozległ się strzał. Oczy dziewczyny szeroko się otworzyły, bo ukazał się jej obraz opadającego na kolana mężczyzny.
- Kolejna misja zakończona sukcesem - zza metalowych drzwi wyszedł młody chłopak, który przystanął na chwilę przy ciele martwego ochroniarza. - Pieprzony palant.
***
Po drewnianych schodach zbiegła, ubrana w czarną koszulę i ciemne dżinsy, dziewczyna. Ciemne blond włosy, sięgające łopatek, były rozpuszczone.
- Rosie, możesz na chwilę przyjść do kuchni? Razem z ojcem musimy ci coś powiedzieć - rozległ się głos z sąsiedniego pomieszczenia.
Dziewczyna dwoma susami pokonała całą odległość dzielącą ją od kuchni.
- Jestem, mamo tylko się streszczaj, bo za dziesięć minut mam autobus - wyrzuciła z siebie Rosie.
- Chcieliśmy cię tylko poinformować o tym, że dziś razem z ojcem jedziemy do Chicago i nie będzie nas przez cały weekend.
- Ale ekstra - wykrzyczała wręcz dziewczyna.
- Tak dla sprostowania młoda damo: żadnych imprez, zakaz sprowadzania twoich znajomych do domu, zero alkoholu - uśmiechnął ojciec Rosie.
- Ale... ale będę mogła chociaż zaprosić Megan? - zapytała zszokowana.
- To ta dziewczyna, która pomogła znaleźć się koledze w szpitalu ze złamanym trzema żebrami?
- Tak.
- Nie ma takiej opcji - wycedził pojedynczo każdy wyraz. - A teraz leć na autobus, bo się spóźnisz, słońce.
- Ale... ale tato!
- Ale... ale będę mogła chociaż zaprosić Megan? - zapytała zszokowana.
- To ta dziewczyna, która pomogła znaleźć się koledze w szpitalu ze złamanym trzema żebrami?
- Tak.
- Nie ma takiej opcji - wycedził pojedynczo każdy wyraz. - A teraz leć na autobus, bo się spóźnisz, słońce.
- Ale... ale tato!
- Żadnych ale, masz przestrzegać tych zasad, albo szlaban na komórkę i internet.
Zła i pełna żalu Rosie wyszła z kuchni, by nałożyć czarne buty i wyjść z domu.
- Wiesz co kochanie, ty to jesteś jednak niezastąpiony, dziękuję, że nie musiałam tego mówić - powiedziała z uśmiechem Rebecca, matka zbulwersowanej dziewczyny.
- Nie ma za co - odpowiedział Bob, przychylając kubek z kawą do warg.
- Nie ma za co - odpowiedział Bob, przychylając kubek z kawą do warg.
Zapowiada się ciekawie. Czekam na więcej :)
OdpowiedzUsuńJaaa cemmm więcejjj!
OdpowiedzUsuńDrav pozdrawia!
Nom ciekawie, ciekawie :)
OdpowiedzUsuńObserwuję i czekan na więcej :3
Mrs.Nox