niedziela, 3 maja 2015

Rozdział 1

  Żółty autobus właśnie zajeżdżał pod przystanek, gdy Rosie kończyła rozmawiać przez telefon ze swoim chłopakiem, Blaise.
- Och, muszę kończyć, właśnie podjechał mój autobus. Kocham cię, do zobaczenia w szkole. - Powiedziała szybko do słuchawki, po czym schowała komórkę do kieszeni.
     Drzwi pojazdu otworzyły się, a dziewczyna zgrabnym podskokiem stanęła na schodku. "Dzień dobry" rzuciła do kierowcy i udała się na tył autobusu. Usiadła obok czarnowłosej, ściętej na krótko dziewczyny o brązowych oczach. 
- Hej, muszę ci szybko coś powiedzieć. Ogólnie to moi starzy wyjeżdżają na weekend do dziadków i zostaję w domu sama i pomyślałam, że... Megan, co się stało? 
- Zerwałam z Jamesem - odpowiedziała Megan spokojnym, ale i wysokim głosem podobnym do tego, który towarzyszy przy płaczu. 
- Jak to zerwałaś z Jamesem? Kiedy?
- No tak po prostu. Dzisiaj w nocy - każde jej wypowiedziane słowo, było przesycone smutkiem. - Już nie mogłam wytrzymać tego wszystkiego. Co wieczór gdzieś znikał i wracał dopiero nad ranem. Nigdy nie wiedziałam co robi i co się z nim dzieje. Tak bardzo się o niego martwiłam, ale on nawet tego nie zauważał. 
- Kochanie, będzie dobrze - próbowała pocieszyć ją Rosie. 
Megan patrzyła się na nią przez załzawione oczy, by po chwili skierować twarz w stronę okna.

     Nad budynkami Detroit zaczęły zbierać się ciemne chmury. Pierwsze krople deszczu uderzył w szyby, znajdujące się na drugim piętrze szkoły, do której uczęszczała Rosie. Przewracając długopisem między palcami i słuchając nudnego wykładu pana Smitha na temat wojny trojańskiej, spojrzała na Megan, która położyła się na ławce. W tej samej chwili w klasie nastała cisza, a po kilku sekundach rozległ się głos nauczyciela.
- Panno Hughes, klasa to nie jest sypialnia, a ławka nie jest łóżkiem. 
Megan spojrzała na niego spode łba.
- Przepraszam, źle się poczułam. Mogę wyjść do toalety? - zapytała cichym głosem.
- Za pięć minut będzie przerwa - pan Smith oparł się o ławkę w pierwszym rzędzie. - A teraz, proszę wstać i powiedzieć mi, co zapamiętałaś o wojnie trojańskiej z dzisiejszej lekcji. 
Megan podniosła się z krzesła, popatrzyła się na pana Smitha, by po chwili wlepić wzrok w podłogę, 
- Przepraszam, ale nie uważałam na lekcji.
- Dzisiaj dostajesz jedynkę, masz się poprawić na następnej lekcji - powiedział spokojnie i usiadł na swoim miejscu przy biurku. W tym samym momencie zadzwonił dzwonek na przerwę. W jednej chwili trzydzieści dwie osoby podniosły się z krzeseł, aby udać się do wyjścia. Rosie jako pierwsza opuściła klasę. Za drzwiami stał Blaise; niebieskooki, blondyn z uśmiechem boga. 
- Hej, mała - przytulił ją mocno i pocałował w usta. - Ale zejdź na bok, bo blokujesz przejście.
Faktycznie za nimi zebrał się mini tłum usiłujący wyjść z klasy. Rosie odsunęła się odrobinę obok i zauważyła wychodzącą Megan.
- Megan, chodź na chwilę. Muszę wam coś powiedzieć - cała trójka stała praktycznie w kącie korytarza. - Przez cały weekend mam wolną chatę.Co wy na to, żeby zrobić małą posiadówę?
- To fantastyczny pomysł, tylko że mnie na niej nie będzie. Mam inne plany - zakrzyknęła od razu Megan. - Przepraszam. 
- Rozumiem - odpowiedziała Rosie. - To może ty Blaise?
- Niech pomyślę. Jeżeli ładnie poprosisz, to może się zastanowię. 
- Panie Blaise Foster, czy zgodzi się pan mnie odwiedzić w dzisiejszy piątek? - zatrzepotała rzęsami i szeroko się uśmiechnęła. 
- Ależ oczywiście panno Rosie Carter. O której mam się stawić pod drzwi?
- Punktualnie o godzinie dwudziestej.
Oboje się roześmieli. Całą sytuację obserwowała Megan.
- To ja już wam nie przeszkadzam - zbliżyła usta do policzka Rosie, by ją pocałować, lecz zamiast tego wyszeptała kąśliwą uwagę. - Nie zapomnijcie o gumkach. Nie mam zamiaru, być ciocią Megan.
Uśmiechnięta Rosie kręciła głową.
- Pa - wykrzyczała Megan i zbiegła schodami na dół do wyjścia.